I gdzie ten zamek?

Olsztyn to jeden z naszych przystanków. Byliśmy w pobliżu, więc postanowiliśmy zwiedzić zamek :)
Pogoda dopisała i było bardzo przyjemnie spacerując wśród ruin królewskiego zamku. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat tego miejsca, zapraszam Was TUTAJ. Mała fotorelacja poniżej:

ruiny zamku

wapienne skały Jury Krakowsko-Częstochowskiej


panorama Olsztyna


baszta zamkowa



gdzieś w podziemiach zamku ;)
E.

Zagubieni w Skalnym Mieście

Zwiedzanie Czech nie mogło obejść się bez spaceru po Skalnym Mieście.  To jedno z najbardziej niesamowitych miejsc jakie widziałam i jeżeli będziecie gdzieś na północy Republiki Czeskiej musicie koniecznie odwiedzić to miejsce. Zwiedzanie było tym bardziej przyjemne, gdyż miałam swojego osobistego przewodnika, który umilał nam zwiedzanie opowieściami o tymże miejscu :)












A tym wszystkim, którzy poczują głód polecam restaurację Chata Hvezda, z bardzo miłą obsługa i przepysznym jedzeniem :)

E.

Śnieg, tropiki i dziwne ryby

czyli kolejny dzień z naszego urlopu...

Po pełnym wrażeń dniu w Pradze, nowy dzień powitał nas niespodzianką w postaci śniegu. Jako, że zatrzymaliśmy się u rodziców mojego lubego, którzy mieszkają w górach, widoki były przecudne :)

trzeba pozamiatać ten bałagan ;)

tyleee śniegu...



Drugiego dnia naszej wycieczki odwiedziliśmy zoo i ogród botaniczny w Libercu. Fotorelacja poniżej :)













E.

Czechy- Praga

Od dawna marzyłam o tym, żeby zobaczyć Pragę... i w końcu mi się udało:)
W Czechach spędziliśmy świetnie czas. Praga choć piękna, to jednak nie chciałabym tam zamieszkać. Pierwszym moim spostrzeżeniem, zaraz po wyjściu z autobusu było: dlaczego oni wszyscy tak się śpieszą? I tak to właśnie wygląda... Mieszkańcy Pragi biegają... wszędzie, czy to metro, czy chodnik.. Nie czułam się tam najlepiej, przedzierając się przez zabieganych Czechów, którzy wyglądali na bardzo nieszczęśliwych...
Co do samego miasta, najbardziej urzekła mnie ogromna, gotycka Archikatedra Św. Wita i bardzo żałuję, że była już zamknięta, ale może następnym razem będzie okazja :)



panorama miasta

bogaty asortyment praskich sklepów ;)


zamek prezydencki

Katedra św Wita



E.

Katastrofa i II wojna światowa

W drodze do Polski zaczęliśmy mieć problemy z samochodem... Jak się okazało potrzebna była wymiana klocków hamulcowych, a potem i akumulatora. Na szczęście dwaj dzielni fachowcy (czyli mój brat i mój chłopak) uporali się z tym bardzo szybko.

Nigdy Wam nie wspominałam skąd pochodzę, a więc mieszkałam w małej miejscowości koło Wielunia. Wieluń to miasteczko położone na południowo-zachodnim krańcu województwa łódzkiego.  Jest to bardzo niezwykłe miejsce, albowiem to właśnie tutaj rozpoczęła się II Wojna Światowa...






Dla zainteresowanych tym tematem kilka linków poniżej:

E.

O tym jak się zapuściłam...

...czyli krótka historia moich zabaw we fryzjera :)

Często moi znajomi pytają się jakim cudem moje włosy tak szybko rosną. Szczerze, nie mam zielonego pojęcia... Wydaje mi się, że to głównie kwestia genów. Odkąd pamiętam, moje włosy zawsze szybko rosły, a nie miały ze mną lekko. Ciągłe suszenie, farbowanie, prostowanie nieźle dało im popalić... Myślę jednak, że najważniejsze to po prostu pozwolić im rosnąć, nie obcinać non stop, nie przypalać lokówką czy prostownicą (nawet ja już tego nie robię ;) )i odpowiednio o nie dbać.

Wszystko zaczęło się od momentu, że któregoś dnia znudziły mi się moje długie włosy i po prostu postanowiłam je obciąć... Po tym niezbyt udanym eksperymencie wyglądały właśnie tak... Lubiłam je, ale 'ogarnięcie' tego bałaganu zajmowało mi naprawdę dużo czasu, a do tego non stop używałam prostownicy :/



Po kilku tygodniach stwierdziłam, że jednak nie było warto i że znowu chcę moje dłuuugie włosy... Niestety nie było łatwo. Aby przyspieszyć cały proces postanowiłam nic z nimi nie robić, niech sobie rosną jak chcą... Po około siedmiu miesiącach w końcu zaczęły jakoś wyglądać :) Trochę je wyrównałam. Sięgały mi wtedy trochę za ramiona...


Po półtora roku były już naprawdę długie, ale znudził mi się ich kolor, więc zaczęłam je rozjaśniać... i to zdecydowanie nie był najlepszy pomysł... ale lubiłam ten kolor :p


Minęły jakieś trzy miesiące i stwierdziłam, że rudy to jednak nie mój kolor i zaczęło mi brakować moich czarnych włosów... Nie zastanawiając się długo odwiedziłam najbliższą drogerię w celu zakupu czegoś do koloryzacji. Jako, że rozjaśnianie bardzo je zniszczyło, użyłam szamponu koloryzującego (plus, że wypłukuje się na naturalny brąz). Od tej pory chucham i dmucham na moje włosy, bo uwielbiam kiedy są dłuuugie :) I wiem jedno- nigdy więcej zabawy we fryzjera :)

E.



10 najbardziej nawiedzonych miejsc w Edynburgu cz.2

 Witajcie!  Mam nadzieję, że odpoczęliście i jesteście gotowi na dalszą część naszej wycieczki po mrocznych zakamarkach Edynburga. Przygotuj...