10 najbardziej nawiedzonych miejsc w Edynburgu cz.2

 Witajcie! 

Mam nadzieję, że odpoczęliście i jesteście gotowi na dalszą część naszej wycieczki po mrocznych zakamarkach Edynburga.

Przygotujcie sobie zatem coś pysznego do picia i wyruszajmy....

Zdjęcie:google


Zabiorę Was w miejsce, które od momentu gdy pierwszy raz o nim usłyszałam bardzo mnie zaciekawiło...  Nieopodal Royal Mile znajduje się Mary King's Close... Wiąże się z tym miejscem wiele mrożacych krew w żyłach historii. 

Mówi się, że ofiary Plagi zostały tutaj poddane kwarantannie, a tak naprawdę zostały pozostawione na pewną śmierć na ulicy. Ich szczątki zostały ostatecznie porzucone i zabudowane w kolejnych latach. Tak Mary King's Close stała się zbiorową mogiłą dla tysięcy najbiedniejszych mieszkańców Edynburga...

Po dziś dzień lokalni mieszkańcy zgłaszają, że słyszą niepokojące odgłosy i widzą upiorne postacie w pobliżu tego miejsca...


Smutna historia.... Chodźmy zatem poprawić sobie trochę humor. Zapraszam do Deacon Brodie's Tavern.

Zdjecie:google

Jest to kolejny pub, który może się pochwalić tytułem "nawiedzonego". Nosi on imię lokalnego ducha- diakona Williama Brodiego. Za dnia był on szanowanym szefem Rady Miejskiej w Edynburgu, nocą natomiast przewodniczył dzikiemu gangu rabusiów, który to finansował ekstrewagancki styl życia, picia i hazardu Brodiego.

William jednak szybko zakończył swoje podwójne życie. Został on pojmany i skazany na śmierć przez powieszenie. Brodie próbował nawet przekupić kata, aby nie używał stalowego kołnierza, by ten mógł uciec, ale zakończyło się to niepowodzeniem.

Chodzą słuchy, że rozwścieczony duch diakona Brodiego do dziś przemierza Royal Mile nosząc ślady pętli wokół szyi....


Powoli zmierzamy chyba do najsławniejszego miejsca w Edynburgu... Idąc w górę Royal Mile dotarliśmy do Zamku, tak edynburskiego Zamku, który góruje nad całym miastem.

XII-wieczna budowla była świadkiem wielu krwawych konfliktów i tragedii.

Jednym z najsłynniejszych duchów rezydujacych w okolicach zamku jest duch młodego dudziarza. Młodzieniec został wysłny by zbadać tunele pod zamkiem. Miał on nieustannie grać na dudach, by ludzie znajdujący się na powierzchni wiedzieli dokąd wiodą owe tunele. W pewnym momencie nastała cisza....

Dudziarza nigdy nie odnaleziono, a tunele zostały zamknięte. Od tego czasu pojawiło się wiele doniesień o tajemniczych dźwiękach dud dochodzących z tuneli....

Niestety młody dudziarz jest tylko jedną z wielu torturowanych dusz, które zginęły w murach zamku...


Słyszeliście to? Czy to nie przypadkiem ciche granie dud? Tylko skąd? Nie widzę tu nikogo grającego na tym instrumencie... Może... może tylko mi się wydaje... Chodźmy więc dalej. Lepiej będzie już opuścić to miejsce...

Zdjęcie:google

Przed nami kolejny pub, w końcu jesteśmy w stolicy i warto trochę sie pobawić :) Zapraszam zatem na whisky w tym niesamowitym miejscu.

Słyszeliście kiedyś o Banshee? Jestem pewna, że tak. Banshee to duch kobiety zwiastujący śmierć... Podobno duch takiej kobiety nawiedza pub, w którym się właśnie znajdujemy. Stad też jego nazwa- Banshee Labyrinth...

Goście często opowiadają o dziwnych wydarzeniach... Napoje zrzucane są ze stolików przez jakąś niewidzialną rękę, czasem słyszą przeraźliwe krzyki dobiegające z podziemnych korytarzy.... Brrr ciężko w Edynburgu o jakiś spokojny bar, gdzie można odpocząć i nie mieć żadnych upiornych doswiadczeń...


Robi się już bardzo późno... Myślę, że już pora zakończyć naszą wędrówkę po najbardziej nawiedzonej stolicy Zjednoczonego Królestwa... Udajmy się zatem na spoczynek do jednego z najsławniejszych hoteli... Gwarantuję Wam niezapomniane wrażenia.

Zdjęcie:google

Znajdujemy się w pobliżu Strichen Close. Przed Wamy słynny hotel Scotsman. Jestem pewna, że widzieliście go już z daleka, to bardzo charakterystyczny budynek. Czy wiecie, że ten edwardiański gmach został wybudowany w 1905 roku? Był on siedzibą gazety "The Scotsman" przez prawie sto lat! Póżniej budynek został przebutowany i zaczął pełnić funkcję hotelu. 

Scotsman znajduje się nieopodal miejsca zamieszkania George'aa Mackenziego... Już o nim słyszeliście, prawda? Obszar ten był nękany przez niewyjaśnione pożary... Ludzie powiadają, że to sprawka rozwścieczonego Mackenziego...

Miejmy nadzieję, że Poltergeist zostanie na swoim miejscu spoczynku... i pozwoli nam spokojnie odpocząć.

Dziękuję Wam za tą mroczną przygodę. Mam nadzieję, że podobała się Wam wycieczka :)

Spokojnych snów, karaluchy  pod poduchy!

E.


Post powstał na podstawie artykułu: Auld Spookie: Edinburgh's 10 'most haunted' location known for ghost sightings, in the spirit of Halloween.



10 najbardziej nawiedzonych miejsc w Edynburgu cz.1


 Witajcie w ten październikowy wieczór.... 

Zaparzcie sobie pyszną herbatkę, weźcie jakieś przekąski i wybierzcie się ze mną w podróż po mrocznych uliczkach Edynburga... Czeka na Was aż dziesięć upiornych lokalizacji, w których działy się przerażające rzeczy... a ich echo powraca do dziś dnia...

Zdjęcie:google 


Naszym pierwszym przystankiem jest Zamek Lauriston. Piękne miejsce za dnia z przeuroczymi ogrodami, w tym japońskim, gdzie możecie podziwiać cudownie kwitnące wiśnie... 

XVI-wieczny zamek został zniszczony przez angielskich żołnierzy, a jego krwawa historia przeraża po dziś dzień... Jeśli jesteście spostrzegawczy to może dostrzeżecie w jednym z okien zamku kobietę w stroju z epoki... czy jest ona jedynym rezydentem tego zamku? Tego nie wiem.....


Udajmy się do kolejnej lokalizacji... Tym razem zapraszam Was na South Bridge... a właściwie do podziemi znajdujących się pod tym miejscem.

Pod ulicą Blair możecie znaleźć ukryte skarbce - serię przyprawiających o dreszcze komór, które były oddzielone od reszty miasta. Zostały otwarte w 1788 roku i służyły jako pomieszczenia dla biznesów i magazyny. Niestety ze względu na częste podtopienia zostały porzucone... Opuszczone pomieszczenia stały się jednak po czasie  miejscem zamieszkania biedoty i nielegalnych domów publicznych. Przestępczość była tam powszechna, a rabunki i morderstwa były na porządku dziennym.

Grasowali tam również sławni rabusie grobów i łowcy ciał - Burke i Hare. W takim miejscu było łatwo upolować kolejną ofiarę, gdyż nikt nie będzie poszukiwać zaginionej biedoty.

Zdjęcie:google

Przejdźmy teraz do malowniczej uliczki o nazwie West Bow. Znajduje się ona między Grassmarketem a Victoria Street. tak urokliwe miejsce było kiedyś domem Majora Thomasa Weira, zwanego również "Czarodziejem z West Bow". Weir został stracony w 1670 roku po popełnieniu szokujących przestępstw, w tym kazirodztwa, zoofili a nawet komunikacji ze zmarłymi...

Lokalsi donoszą, że nawet po śmierci, gdy jego dom stał niezamieszkany, pojawiały się tam w środku nocy światła , a w oknach widywano dziwne cienie. Pojawiły się także poltki o upiornym powozie zaprzężonym w sześć ognistych rumaków, który był widywany w pobliżu domu Czarodzieja...


Nasz kolejny przystanek znajduje się nie daleko. Udajemy się bowiem na jeden z najsławniejszych cmentarzy w Edynburgu- Greyfriars Kirkyard. Przy okazji możecie złapać Bobby'ego za nos na szczęście. 

Greyfriars jest nie tylko miejscem spoczynku wiernego psiego towarzysza Bobby'ego ale także miejscem gdzie "rezydentem" jest dużo bardziej upiorny byt... Mowa tutaj o Mackenzie Poltergeist. Historia nawiedzeń zaczyna się w 1990 roku, gdy to pewien bezdomny mężczyzna włamał sie do Czarnego Mauzoleum w poszukiwaniu schronienia. W ten sposób niestety zapoczątkował on serię powtarzających się upiornych ataków na ludzi mieszkających w pobliżu, bądź odwiedzających cmentarz.

W latach 1990-2006 ponad 350 osób zgłosiło, że zostało zaatakowanych w rejonie cmentarza. Niezależnie od tego wycieczki w to straszne miejsce trwają po dzis dzień.

Zdjęcie:google
Jesteście już zmęczeni? Zapraszam Was zatem na Grssmarket do The White Hart Inn..

Ludzie twierdzą, że to najstarszy pub w Edynburgu. Niektóre części budynku pochodzą aż z 1516 roku. Z ponad 500-letnią historią naturalnie zrodziło się wiele upiornych opowieści... Na przestrzeni lat donoszono o ludziach cienia, niewyjaśnionych odgłosach, trzaskających bądź poruszających się całkowicie samodzielnie drzwiach... Te wszystkie historie sprawiły że pub został uhonorowany tytułem "Najbardziej Nawiedzonego Pubu roku 2005"


Tutaj pozostańmy na krótki odpoczynek. Strzeżcie się upiorów i dobrze zamknijcie drzwi... A my widzimy się już niebawem w kontynuacji naszej wyprawy po najbardziej mrocznych zakamarkach Grodu Edwina....

Spokojnej nocy,

E.

Post powstał na podstawie artykułu: Auld Spookie: Edinburgh's 10 'most haunted' location known for ghost sightings, in the spirit of Halloween.




Ostatnie pożegnanie

 Witajcie!

Pewnie już wszyscy wiecie, że ostatnie kilka dni były dość smutne dla mieszkańców Wysp. Przynajmniej dla większosci... Widomość o śmierci Królowej wstrząsnęła nami wszystkimi... a ostatnimi wydarzeniami w Szkocji żyl prawie cały świat. 

Dziś nadszedł dzień, by po raz ostatni Szkocja pożegnała Królową...

Jakie są moje odczucia? Mam wrażenie, że zamknął się pewien rozdział w historii i nic już nigdy nie będzie takie samo. Wielka Brytania zawsze kojarzyła mi się z Królową a tym czasem jej wizerunek powoli zastąpi wizerunek Króla Karola III...

No cóż wszystko się kiedyś kończy.....

Przejdźmy jednak do lżejszych tematów.

Ostatnimi czasy strasznie udzieliła mi się jesienna aura i powoli zaczęłam przyozdabiać mieszkanie halloweenowymi dekoracjami. (Jakby mało jeszcze wyglądało jak chatka czarownicy:)) Planuję też wybrać się na poszukiwania nowych łupów (nie koniecznie tylko na Halloween),  obawiam się jednak, że w sklepach zastanę alejki przeładowane świątecznym wzystkim, począwszy od dekoracji  po zestawy świąteczne, kubki, kartki, itp... To mnie trochę wkurza i przeraża jednocześnie bo mam wrażenie, że czas ucieka jeszcze szybciej... 

Czy też tak macie?

Zbliżający się październik to też Samhuinn Fire Festival, który oznacza początek zimy i 'ciemnej' części roku. Mam nadzieję, że w tym roku powróci on do 'realu' i wszyscy będziemy mogli uczestniczyć w tym niezwykłym wydarzeniu. Niestety wersja wirtualna w ogóle do mnie nie przemawia i dużo bardziej wolę być tam ze wszystkimi niż tylko oglądać je na ekranie telewizora. Trzymajmy kciuki aby wszystko się udało :) 

E.


Życiowy update

 Hej Wszystkim!


Sporo czasu minęło od ostatniego posta... Potrzebowałam czasu, aby poukładać sobie to moje pokręcone życie.

Dużo się działo i to nie koniecznie dobrego, kilka razy wszystko mi sie wywróciło, poplątało i pokręciło... Od przedziwnych czasów pandemii poprzez wypadek samochodowy i kilkukrotnej zmiany pracy dobrnęłam do dnia dzisiejszego...

Mamy wrzesień... Wreszcie zakończył się Fringe Festival, który nie jest ulubionym czasem ludzi pracujących w Edynburgu. Zakończył się z hucznym strajkiem pracowników councilu (gminy), którzy przestali zbierać śmieci z ulic i domostw, a miasto zamieniło się w wielkie wysypisko i raj dla szczurów...

Niestety z zaistniałą sytuacją w UK strajki rozpowszechniają się też na inne councile i robi się niezły bajzel. No ale nie o tym miał być ten post...


Wrzesień to taki niezwykły miesiac. Kończy się lato i powoli zaczynamy czuć tą zmianę energii, gdzie wszystko spowalnia i zaczyna się przygotowywać do nadejścia tej ciemnej, mrocznej części roku... Już można zauważyć jak coraz krótszy staje się dzień...

Jak pewnie wiecie jesień jest moją ulubiona porą roku, więc cieszę się niezmiernie z jej nadejścia. Uwielbiam te kolory, chłodne poranki, miasteczka otulone mgłą, straszne historie opowiadane przy kubku gorącej czekolady oraz oczywiście Halloween. Już planuję jakie dekoracje pojawią się w moim mieszkaniu :)

Cieszy mnie też fakt, że jesienią jest dużo mniej turystów dookoła :) Będzie więc można na chwilkę odsapnąć. Czemu na chwilkę? Bo zapewne już w listopadzie zostanie otwarty świąteczny market i wszystko zacznie się od nowa.... Cieszmy się zatem dniami bez turystycznego potopu :)


E.


Nowa pasja i urodziny

 Cześć Wszystkim!

Nie w sposób opisać jak czas szybko ucieka... 

Co ciekawego się działo w tym czasie?

Zaliczyliśmy spontaniczny  prawie North Coast 500, który został przeze mnie roboczo nazwany 'Highlands 500'. Głownie przez to że tylko częściowo zahaczyliśmy o trasy z NC a reszta to kręte drogi poprzez piękne szkockie Highlands.

Midsummer minęło super szybko... Wciąż nie potrafię ogarnąć tego, że już połowa lata za nami... To wydaje się wręcz nierealne... Wyczekiwałam tej pory roku z utęsknieniem po długiej zimie, a tu za chwilę się skończy... Dlatego też staram się jak mogę czerpać jak najwięcej z letnich dni.

Odkryłam też w sobie wielką pasję do fotografii. Kiedy w moje ręce wpadł pierwszy profesjonalny aparat, sądziłam, że będę fotografować piękne krajobrazy, widoki, jak do tej pory... Prawda okazała się totalnie inna :) Często można mnie spotkać przyczajoną gdzieś w krzakach, polującą na ptaki :) Tak, fotografuję ptaki i daje mi to wiele radochy :)



Tutaj moje szpaczki :)

Staram się też od czasu do czasu coś wrzucić na mój kanał na YT: _liskaeliska_


Dziś też są moje urodziny.. Kolejne z trójeczką na przedzie.. Życzę sobie więcej spokoju ducha, czasu na pasję i mniej zmartwień :)


Do zobaczenia wkrótce,

E.

Co się stało z letnim festiwalem?

Cześć Wszystkim!

 Pewnie znowu się powtórzę, ale wprost nie mogę uwierzyć, jak czas szybko pędzi... Dopiero co zaczął się kwiecień a tutaj już połowa za nami... 

Wielkimi krokami zbliża się Beltane i początek lata. Już można zauważyć jak długie są dni... a długie dni oznaczają więcej przygód!  Niestety i w tym roku letni festiwal jest przeniesiony w wirtualny świat... Szkoda... Jeśli jesteście zainteresowani, więcej informacji zajdziecie tutaj: BOnFire 2021.

 Jako że obostrzenia i lockdown są powoli znoszone w Szkocji, oznacza to, że niebawem będzie można znów podróżować, chciałabym odwiedzić pewne miejsce, które znane jest wsród lokalnych pogan. Nie będę podawać dokładnej lokalizacji, bo nie chciałabym, aby zamieniło się w śmietnik.... 

Niestety tak stało się z wieloma pięknymi miejscami podczas ostatniego lata... Smutne bardzo.. Ja rozumiem,  że ludzie chcą podróżować, spędzić czas na łonie natury, ale nie zapominajmy, że jesteśmy tutaj tylko gośćmi i powinniśmy szanować naszego gospodarza...



Planujcie zatem swoje podróże rozsadnie i z szacunkiem dla Matki Ziemi. 

Tymczasem życzę Wam miłego weekendu Kochani i do następnego!

E.

Co się stało?

 Hej wszystkim!

Nie mogę wprost uwierzyć, że znów jest wiosna! To już rok odkąd nie mieszkam w Edynburgu. Rok, który mam wrażenie, został jakoś usunięty z mojej pamięci... Chyba większość z Was ma tak samo kiedy myśli o 2020 roku...  No ale było minęło...

Niesamowicie cieszę się na myśl o dlugich, słonecznych dniach i zielonych drzewach wokoło. Ostatnia zima dała mi się nieźle we znaki i  z utęsknieniem czekam na lato.. a Beltane już tuż tuż :)

Dawno się nie pojawiałam ani tutaj, ani na YT, dlatego też postanowiłam się trochę wytłumaczyć.

Niestety teraz praca zajmuje większość  mojego czasu... Po długim tygodniu już czasem brak sił żeby cokolwiek publikować.

Przez te wszystkie lockdowny i obostrzenia nie ma tak naprawdę co nagrywać.. Życie stało się monotonne, a ciągłe pisanie, czy mówienie o wirusie jest bez sensu i jestem pewna, że wszyscy już tego słuchać nie możemy. Dlatego też zarządzam u siebie strefę wolną od wirusa :)

Zajęci też jesteśmy poszukiwaniem nowego mieszkania. Choć to, które aktualnie wynajmujemy jest w świetnym miejscu, a widoki z okna powalają, jest niestety zbyt małe dla nas...

Zmagam się też z zapaleniem zatok, ale już jest ze mną coraz lepiej.

Mam nadzieję, że w końcu znajdę jakiś balans między pracą a blogiem i będę tutaj częściej zaglądać :)


Trzymajcie się cieplutko!
E.

Zagubiona

 Hej,

wiem, że dawno tutaj nie zaglądałam, ale tak naprawdę nic się nie dzieje. Przez tą całą historię z koronawirusem czuję się jakbym utknęła. Mam wrażenie, że moje mieszkanie każdego dnia kurczy się coraz bardziej i powoli zaczynam się w nim dusić.  Szkocka jesień, a właściwie początek zimy, też są strasznie przygnębiające. Nie bardzo czują się sobą. Cała moja kreatywność gdzieś umknęła... Pewnie lata z wiatrem po porośniętych, zwiędłymi już wrzosami górach... A ja.. czuję jakąś dziwną pustkę w sobie...


Te krótknie, szare dni sprawiają, że coraz bardziej tęsknię za latem... Ja? Osoba, która uwielbiała ciemną stronę roku...

Jednak ten rok coś we mnie zmienił... Nie umiem powiedzić co, ale nie czuję się tak jak przedtem. Mam w sobie taką dziwną tęsknotę i poczucie samotności.. Czuję jakbym nie była na swoim miejscu... a to bardzo źle wpływa na moją kreatywność... nie ma bloga.. nie ma filmów na yt :/ 

Mam tylko nadzieję, że kiedy koło znów się przesunie i miną te długie, ciemna miesiące, odnajdę w końcu to czego szukam...

E.

Halloween tuż tuż...

 To niesamowite jak ten czas pędzi... Dopiero co zaczynała się wiosna, gdy wprowadziliśmy się do nowego mieszkania, a tutaj już jesień w pełni... Nie potrafię pojąć, co stało się z tym rokiem... Czuję się jakbym gdzieś wcisnęła przycisk przewijania do przodu...

Z jednej strony jest mi przykro, bo mam takie przytłaczające uczucie, że zmarnowałam ten rok. Każdy dzień był pełen niepewności i zamartwiania się tym, co będzie jutro. Po raz pierwszy brak planu był dobrym planem... Przynajmniej ja miałam takie odczucie.

Pamiętam jak z koncem roku 2019 powiedziałam, że cieszę się że ten rok się kończy, bo parzyste lata są dla mnie dużo lepsze... No niekoniecznie....

Z drugiej strony miałam sporo czasu na życiowe rozkminy... Czasem wręcz za bardzo się w to wkręcałam, ale doszłam do bardzo ciekawych wniosków.. ale nie o tym dzisiaj :)

Miałam w planach, jak co roku wybrać się na festiwal ognia- Samhuinn... Niestety przez zaistniałą sytuację cała akcja została inaczej zaplanowana. Cały tegoroczny Fire Festival będziecie mogli zobaczyć m. in. na YouTube. Ja też będę go oglądać..



Tutaj znajdziecie wszystkie potrzebne informacje --> DIGITAL SAMHUINN FIRE FESTIVAL

Muszę przyznać, że to całkiem fajny pomysł. Na pewno nie będzie tak samo jak na Calton Hill... ale festiwal będzie mogło zobaczyć dużo więcej osób i to w różnych miejscach na świecie :)

Jeśli chcecie poczytać trochę więcej o Hallowen odsyłam do moich starszych wpisów:


E.

Wojna z plecakami

 Jako że do pracy dojeżdżam dość daleko, zamiast torebki postanowiłam 'przerzucić się' na plecak... 

Nie byłoby tego posta, gdyby nie fakt, że przez ostatnie pół roku stoczyłam istną wojnę z plecakami. Ja wiem, że noszę ze sobą bardzo dużo rzeczy, ale to chyba normalne, że plecak jest właśnie od targania tych ciężkich rzeczy...

I tak zakupiłam piękny plecak z jednego ze sklepów z alternatywną odzieżą. Był piękny, haftowany... ale... po dwóch dniach odpadły mi kółeczka, przez które był przeciągnięty sznurek zamykajacy główną kieszeń... Sam sznurek po krótkim czasie rozciągnął się niemiłosiernie... To samo stało się z szelkami... Noszenie w nim zakupów stało się mega niewygodne, bo plecak obijał mi się o tyłek :(

Wydałam na niego sporo, ale trudno kupię nowy...

Wybór padł  na słynną kostkę, czyli plecak w wojskowym stylu... który rozpadł się po dwóch miesiącach... Niestety w dzisiejszych czasach ciężko o dobrą jakość...

W końcu stwierdziłam, że olać styl, niech chociaż będzie użyteczny i nie rozpadnie się po miesiącu...

Powędrowałam więc do Decathlonu i tam znalazłam całkiem fajny plecak. Super zadowolona zapakowałam swoje graty i już nie było w nim za bardzo miejsca na np. zakupy. Dopowiem tylko, że to był podobno 'plecak hikingowy'... sporych gabarytów- miałam problem wcisnąć go do szafki w pracy...

Może powiecie teraz, że marudzę i wybrzydzam, ale ja naprawdę chciałam coś, co mogłabym nosić na codzień, ale też coś, co świetnie spisywałoby się na małych górskich wyprawach. Coś, co mogłabym zabrać ze sobą do samolotu...

I w końcu znalazłam!

Pewnie większość z Was kojarzy kanciate plecaki z liskiem? Kilka lat wstecz prawie cały Edynburg je nosił :) Muszę przyznać, że trochę odstraszała mnie ta cena, ale stwierdziłam, że zaryzykuje i było warto!

Mowa tutaj o plecakiach szwedzkiej firmy Fjällräven, która powstała w 1960r i zajmuje się głównie produkcją plecaków i ekwipunku outdoorowego.



Mój model to Kånken No.2 Black i świetnie się spisuje zarówno na codzień, jak i na wypadach w góry. Mimo swoich niewielkich rozmiarów jest mega pakowny i wygodny. Posiadam go od trzech miesięcy i nie ma ze mną lekko, a nadal wygląda jak nowy.

Plusem jest fakt, że firma Fjällräven część dochodu ze sprzedaży przekazuje na ochronę lisów polarnych :)

E.

Dlaczego wyprowadziłam się z Edynburga?

 Edynburg to piękne miasto. Jednak po pięciu latach zaczęło mnie przytłaczać... Widziałam coraz więcej minusów mieszkania w szkockiej stolicy, dlatego też postanowiliśmy, że pora coś z tym zrobić. Dodatkowo M znalazł fajne mieszkanko z widokiem na Morze Północne :)  Ponieważ okoliczności były sprzyjające, szybko podjęliśmy decyzję- przeprowadzamy się... i tak już od kilku miesięcy mieszkamy sobie spokojnie na szkockiej wsi. 


Widok z plaży na Edynburg

Życie tutaj ma same plusy:

  • mili sąsiedzi,
  • mniej ludzi i wszyscy się znają,
  • spokój- otwieram okno i słyszę ptaki i szum morza, nie drących się na siebie kierowców, którzy zablokowali drogę poraz dziesiąty tego samego dnia...
  • blisko na plażę, czysta woda (nie to, co Portobello:)
  • blisko nad jezioro,
  • blisko w góry,
  • blisko do Edynburga :)
  • mieszkania są tańsze,
  • i ubezpieczenie na samochód...
  • jeszcze więcej natury,
  • wszędzie mam blisko :)
Jak jest u Was? Wolicie wieś czy jednak miasto?

E.


Jesienny zachód słońca

 Nie w sposób ukryć, że jesień zbliża się do nas wielkimi krokami. Już za tydzień równonoc jesienna- Mabon. Pora zatem korzystać z ostatnich, słonecznych dni...

dlatego też wybraliśmy się wczoraj do Glen Coe. Nie pamiętam kiedy ostatnio tam byliśmy... rok temu? Dwa lata? Na pewno bardzo dawno... Prawie zapomniałam jak urokliwe jest to miejsce. W dodatku mieliśmy to szczęście, że zdążyliśmy przed zachodem słońca.. Widoki były cudowne :)







E.

Pojawiam się i znikam...

 To niesamowite, że po prawie roku przerwy , wciąż ktoś tutaj zagląda. Dziękuję, to bardzo miłe!

Dużo się działo w moim życiu prywatnym. Niestety w większości nie były to rzeczy przyjemne... Były dwie przeprowadzki, choroby, stany prawie depresyjne i gdzieś w tym wszystkim totalnie się zagubiłam... Ten rok to było bardziej takie wegetowanie niż życie... Nawet nie wiem kiedy znów przyszła jesień... i siedzę teraz tutaj, pisząc do Was i dziękują za to, że mimo iż mnie nie było, to Wy nadal tutaj byliście.

To dało mi naprawdę dużego kopa i mam  nadzieję, że nadal tutaj ze mną będziecie!

Do kolejnego postu!

E.

Jak to już święta?!

Październik minął ekstremalnie szybko... Nie mam pojęcia jak to się dzieje, ale Edynburg już prawie gotowy na Boże Narodzenie... Dopiero listopad się zaczął a tutaj już zaczyna się przedświąteczna gorączka... Sklepy prześcigają się w pomysłach na dekoracje witryn, Świąteczne Miasteczko 'buduje się' w zastraszającym tempie... Podobno ma być największe w historii Edynburga....

I niby tak wszystko okay, ale jakoś przez ten pośpiech wszystko gubi swój urok... To oczekiwanie na grudniowe święta zaczynają trochę się już nudzić w połowie listopada... i jeszcze nim się zaczną święta już mamy ich dość...


Zwolnijmy, bo nie ma po co tak gnać... Zachwycajmy się każdą chwilą, bo życie i tak przemija bardzo szybko... a święta i tak nigdzie nam nie uciekną ;)

E.

To już Spooktober!!!


Witam Was w ten deszczowy, październikowy poranek...

Wiem, że znowu zniknęłam na dłuuugo, bardzo długo, ale mieliśmy sporo problemów przez ostatnie kilka tygodni... Mało brakowało a zostalibyśmy bezdomnymi...

Na szczęście udało się uratować sytuację i wszystko jest już w porządku :) Swoją drogą bardzo dziękuję wszystkim moim przyjaciołom za wsparcie i pomoc. Jesteście najlepsi <3

Teraz powoli urządzamy się, przystosowujemy mieszkanko do naszych potrzeb i gustu. Miło że właściciel pozwolił nam "zrobić" je po swojemu.

Piękna kolorowa jesień powoli zaczyna zamieniać się w tą szarą i deszczową... a muszę przyznać, że tegoroczna jesień w Edynburgu była wyjątkowo piękna. Można było nacieszyć się piękną pogodą i kolorami:) Teraz niestety nastał już czas deszczu i porwistego wiatru...

Zamiast ozdób na Halloween w większości sklepów już jest Boże Narodzenie... Z każdym rokiem coraz wcześniej.... The Dome jest już przystrojony w swe słynne świąteczne dekoracje... Jeśli będziecie na George Street w Edynburgu, możecie je zobaczyć...

Wracając do Halloween. Jeśli będziecie w tym czasie w Edynburgu, polecam wybrać się 31. października na Calton Hill, gdzie odbywać się będzie Samhuinn Fire Festival.
Wszystkie niezbędne informacje znajdziecie tutaj: https://beltane.org/samhuinn-fire-festival-2019/

Mam nadzieję, że teraz będziemy już widywać się częściej :)
życzę udanego weekendu i do zobaczenia

E.

Hello September!

Witam Was pierwszego dnia września :)

Wrzesień to jeden z moich ulubionych miesięcy, gdyż zawsze oznaczał początek czegoś, początek roku szkolnego, początek jesieni, początek przytulnych, długich wieczorów... To taki czas, kiedy po letnim zawirowaniu, przychodzi ten moment spokoju...


Tym razem też tak jest. Po szalonym czasie letniego festiwalu, Edynburg wreszcie zwolnił... uspokoił się. Cieszy mnie to bardzo, bo w końcu można normalnie żyć w tym mieście :) Nie musicie walczyć z tłumami turystów by dostać się  na czas do pracy, czy chociażby złapać wcześniejszy autobus/pociąg do domu... Taki spokój będzie trwał aż do połowy listopada, gdy to zostanie otwarta Świąteczna Wioska. Póki co, cieszmy się tym spokojem :)

E.


Co się stało?

Czasami się tak dużo dzieje, że nie jestem w stanie ogarnąć ani bloga ani yt… Nie najlepiej to wygląda, wiem... Niestety od czasu kiedy skręciłam kostkę trochę podłapałam doła… Nadal mam z nią spore problemy, ale mam nadzieję, że wszystko się dobrze skończy. Trzymajcie za mnie kciuki :)

Co nowego w Edynburgu?

Wraz z rozpoczęciem festiwalu, nastała nieciekawa deszczowa pogoda... Mimo że to jeszcze sierpień, już powoli czuć w  powietrzu nadchodzący koniec lata... Ku końcowi zbliża się także ów festiwal. Zapewne większość lokalnej społeczności bardzo się cieszy z tego faktu. Muszę przyznać, że w tym roku Edynburg jest dosłownie przeładowany turystami... Trudno jest się gdziekolwiek dostać, szczególnie gdy musicie przebrnąć przez centrum miasta... Niestety większość linii autobusowych, jak i tramwaj jadą właśnie przez centrum...

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :) Za chwilę rozpocznie się moja ulubiona pora roku :) Wszystko nabierze pięknych kolorów, miasto się trochę uspokoi, a ja wyruszę na poszukiwanie halloweenowych i jesiennych dekoracji :D

E.

Z celtyckiej mitologii: The Dullahan

Dullahan nazywany jest również Gan Ceann, co oznacza 'bez głowy'...

Jest to postać ponurego jeźdźca, na czarnym koniu, który trzyma swą głowę pod pachą... Przypomina ona trochę już ser pleśniowy... Jego usta są wykrzywione, a ciągle poruszające się oczy widzą doskonale nawet w ciemnościach....
fot: Google/grafika

Muszę przyznać, że to dość upiorny wygląd....

Bezgłowy Jeździec używał bata, którym był ludzki kręgosłup.

Legendy głoszą, że tam gdzie się zatrzyma, wkrótce ktoś umrze... Dullahan wypowiadał imię nieszczęśnika, wyciągał z niego duszę, a ten padał martwy...

Podobno można było przekupić Bezgłowego Jeźdźca... Złotem lub drogocennymi złotymi przedmiotami.

Dullahan'a można spotkać około północy, przemierzającego uśpione miasta...

Najpopularniejszym Dullahan,em jest oczywiście Bezgłowy Jeździec ze 'Sleepy Hollows'

E.

Jak się zorganizować?

Nie będę tutaj opowiadać o organizacji czasu, bo jestem ostatnią osobą, która coś na ten temat wie, a moje życie to totalny chaos, ale o organizowaniu różnych dupereli. Tym razem padło na moją 'biżuterię' choć biżuterią ciężko to nazwać :)  Przy okazji organizer ten 'robi' za całkiem fajną ozdobę :)

Co będzie potrzebne:
  • Patyk, najlepiej taki trochę grubszy żeby się nie połamał od razu,
  • malutkie gwoździe
  • kawałek sznurka
  • młotek (ja miałam tłuczek do mięsa- też dał radę :))
  • trochę cierpliwości :)
Pomysł ten podpatrzyłam gdzieś w czeluściach jutjuba. Nawet sama chciałam nagrać filmik jak tworzę to dzieło, ale marny ze mnie youtuber i nie wyszło xD
Całej roboty jest może z dziesięć minut... Przywiązujecie sznurek na obu końcach patyka, tak aby można było zawiesić go gdzieś, po czym w miarę równych od siebie odstępach wbijacie gwózdki. Na nich będziemy wieszać naszą biżuterię.  I to tyle. Łatwo, szybko i wygląda całkiem spoko :) 

A oto i moje dzieło :)


Mam nadzieję, że się Wam pomysł spodobał :)

E.

Uziemiona i alert pogodowy

Jeśli planujecie uciec gdzieś na północ, bo nie lubicie upałów, nie róbcie tego.... Nie wiem co się stało z pogodą, ale ostatnie kilka dni jest naprawdę upalne… Dokładając do tego tak wysoką wilgotność powietrza, jaka jest na Wyspach.... Sami możecie sobie wyobrazić jak jest okropnie na zewnątrz. O ile taka pogoda cieszy turystów, bo mogą w pełni korzystać z urlopu, to ludzie, którzy muszą iść do pracy nie są zbyt zachwyceni...

Ja też nie jestem zachwycona, ponieważ jestem uziemiona.... Co się stało? Już Wam opowiadam. Dwa tygodnie temu, w bardzo głupi sposób, uszkodziłam sobie kostkę. Na szczęście nie jest złamana a tylko i aż skręcona. Dlatego siedzę teraz w domu i marudzę, że nic nie mogę sama zrobić i ciągle ktoś musi mi pomagać. Dobrze, że już powoli wracam do zdrowia :) Bo trzeba wrócić do pracy i zarobić na kolejne wyprawy :) To jest coś, czego mi bardzo w tym roku brakuje, ale niestety rok 2019 nie jest zbyt przychylny dla mnie....  Miejmy nadzieję, że następny będzie lepszy.


Co słychać w Edynburgu?

Oprócz wspomnianych wyżej upałów, po raz kolejny meteorologowie ostrzegają nas przed gwałtownymi zjawiskami atmosferycznymi. Pewnie jak zwykle na ostrzeżeniach się skończy..
Chociaż przydałaby się porządna burza, żeby trochę oczyścić powietrze...

Kończy się lipiec, a to oznacza tylko jedno... Początek letniego festiwalu... Czyli jak co roku miasto przepełnione będzie atrakcjami dla turystów, bo zazwyczaj mieszkańcy omijają centrum szerokim łukiem w tym czasie...
Też nie przepadam za letnim festiwalem, gdyż Edynburg zamienia się w jedno wielkie wysypisko śmieci...

A co słychać u Was?

E.


10 najbardziej nawiedzonych miejsc w Edynburgu cz.2

 Witajcie!  Mam nadzieję, że odpoczęliście i jesteście gotowi na dalszą część naszej wycieczki po mrocznych zakamarkach Edynburga. Przygotuj...